Śmierć w ogniu
(PIESZYCE, powiat Dzierżoniów) Cztery osoby, w tym dwójka dzieci, zginęły w nocy z niedzieli na poniedziałek w pożarze budynku przy ul. Kościuszki w Pieszycach. Piątą ofiarą jest chory na serce sąsiad pogorzelców, który z płomieni uratował mężczyznę.Czterorodzinny budynek leży przy głównej ulicy Pieszyc - Kościuszki. Pod numerem 12 mieszka w sumie 13 osób. Lokatorzy zajmują pierwsze i drugie piętro, na dole są sklepy.U Heleny B. (77 lat), na poddaszu kamienicy, mieszkał syn Zdzisław B. (51 lat) i dwójka wnucząt pani Heleny: Tomasz S. (11 lat) i Paweł S. (6 lat). To właśnie są ofiary pożaru. Rodzice dzieci mieszkali piętro niżej.- Braci było czworo, rodzina miała małe mieszkanie i dlatego dwójka spała u babci - powiedział nam nadkomisarz Jarosław Kolano, komendant pieszyckiej placówki Komisariatu Policji w Bielawie.- Obudziły mnie moje dwa psy - relacjonuje Jerzy W., sąsiad Heleny B., który mieszkał na poddaszu tego budynku. - Otworzyłem drzwi i zobaczyłem ścianę ognia. Zdążyłem podbiec do drzwi sąsiadów. Stukałem, ale nikt nie odpowiadał. Wróciłem do siebie, zacząłem krzyczeć przez okno. Sąsiad z budynku obok rzucił mi linę, dzięki której wydostałem się na zewnątrz.- Pożar bardzo późno zauważono, musiał przez jakiś czas się rozwijać. Jedna z ofiar zmarła w drodze do szpitala. Gdybyśmy szybciej zostali powiadomieni, to można było zapobiec tej tragedii - mówi młodszy kapitan Bogdan Najdek z Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Dzierżoniowie.- Prawdopodobnie ogień wybuchł wskutek zwarcia instalacji elektrycznej. Wobec jednego z mieszkańców prowadziliśmy przed pożarem postępowanie o wykonanie nielegalnych przeróbek w instalacji elektrycznej. Nie wykluczamy także podpalenia - powiedział nam nadkomisarz Jarosław Kolano.Kilka godzin po wybuchu pożaru zmarła piąta osoba - świadek tych wydarzeń, 50-letni Ryszard P., który rzucił linę mieszkańcowi poddasza Jerzemu W. i uratował mu życie.